Kobiety XXI wieku piją kawę rytualnie
…zamiast darcia pierza. Rytualnie chodzą na zakupy do kosmetyczki, fryzjera… - tak rozmyślałyśmy, sennie jeszcze, przy porannej kawie, przecierając ślepia i próbując nie tracić energii na złoszczenie się z powodu rozklekotanego stołu, co i rusz potrącanego na zmianę przez trzyletniego malca i psa. A na stole przecież filiżanki z kawą!
- Ciocia Monia! -
już na parkingu krzyczy synek i biegnie na schody. Monika mija nas
niosąc duże gliniane naczynia. Przed nią Marta, która
prowadzi tu ceramikę.
- Piękne - mówię,
nie ukrywając podziwu.
- Acha... - uśmiecha
się, ostrożnie schodząc po schodach w dół.
- Nastaw kawę! O
10. przyjedzie Beata.
Biorę zatem czajniczek, odmierzam łyżki, odpalam maszynkę. Kuchnię wypełnia południowe słońce. Wyjątkowo ciepły listopad! Czekam na dziewczyny i przygotowuję filiżanki.
Dwugłos o sile chóru
Nie są zwykłymi mieszkankami wsi. Nie mają gospodarstw, nie uprawiają ziemi. Jednak ich życie koncentruje się na wsi właśnie, na tym, co wieś przechowuje w swojej pamięci, tradycjach i obrzędach. Wieś, która jest pamięcią. Kulturą, z której się wywodzimy. One pielęgnują to dziedzictwo.
Beata
urodziła się na wsi. Po skończeniu studiów wróciła
na wieś. Ale już nie do Gardzienic. Podjęła pracę jako pedagog i
animator kultury w Małopolskim Uniwersytecie Rękodzieła
Artystycznego we Wzdowie. Prowadziła też zajęcia teatralne.
Czy to obciążenie genetyczne, o którym rozmawiałam pewnego razu ze znajomą? Beata wychowywała się w środowisku Uniwersytetu Ludowego w Gardzienicach, jej mama uczyła w miejscowej szkole. Jako dziewczynka, jeszcze w szkole podstawowej, była bardzo aktywną animatorką. Prowadziła zastęp harcerski, który pomagał rolnikom w żniwach, starszym ludziom - przy rąbaniu drewna. Urządzali zawody sportowe, prowadzili kronikę. Stworzyła także Zespół Taneczno-Wokalny.
W czasach liceum była związana z Teatrem Inicjatyw w Lublinie. Później już, we Wzdowie, organizowała dla dzieci z okolicy zajęcia z rękodzieła artystycznego, warsztaty wakacyjne, a każdej środy spotykał się Teatrzyk Kukiełkowy. Opowiadam oczywiście o działaniach nadobowiązkowych...
Monika jest absolwentką uniwersytetu, który od czterech lat prowadzi jako dyrektorka. I cóż.. i chciałabym napisać, że wstaje rano, idzie do swojego gabinetu, tam pracuje do piętnastej i każdy dzień jest stabilny, niesie ze sobą podobne troski. Ale nie mogę.
Dziś jeździ od urzędu do urzędu, potem prowadzi zajęcia, a jeszcze świtkiem- rankiem lubią zajrzeć do Uniwersytetu wycieczki, nie tylko szkolne, które oprowadza po pracowniach i Galerii Sękowa. Jutro może np. zająć się porządkowaniem magazynów w piwnicy, zamawianiem materiałów na zajęcia, planowaniem warsztatów, w tak zwanym międzyczasie odbiera telefony, przygotowuje się do wykładów, robi zakupy i w ogóle wszystko to, co robi dyrektor, ze sprzątaniem łazienek i korytarzy włącznie.
Pojutrze jest umówiona z Beatą i Piotrem. Będą pracować nad nowym projektem. W weekend pojedzie na studia (podyplomowe), i dobrze się składa, że Marianna akurat wraca z Warszawy tego samego dnia, wrócą razem, autem Marianny, to jeszcze zdąży się przespać przed poniedziałkowymi zajęciami z pierwszym rokiem.
Monika ma przed
sobą wiele otwartych dróg - muzyka, studia, czeka na nią
daleka podróż... Ale póki co całą swoją energię
koncentruje na jednej pasji, misji, która zatrzymuje ją na
miejscu, w Woli Sękowej.
- To nie jest misja - twierdzi Beata - to instynkt samozachowawczy. Co jest przecież uzasadnione, bo chyba każdy chciałby zajmować się ciekawymi rzeczami, żyć z dobrymi ludźmi, wśród przyrody - I z pewnością nie jest to przekora, ponieważ mówi to osoba, która całe swoje życie związała
z Uniwersytetem Ludowym Rzemiosła Artystycznego, wiele lat była nie tylko jego pracowniczką, ale i mieszkanką. Od niedawna dopiero mieszka we własnym domu, oddalonym może o kilometr od szkoły. Każdy z jej synów, tak jak ona kiedyś, wychowuje się w atmosferze Uniwersytetu. Michał jeszcze we Wzdowie, Szymon już w Woli Sękowej.
- To niebywały tandem, który doskonale funkcjonuje od lat - mówi o dziewczynach Piotr.
- Dwugłos! - dorzucam śmiejąc się. Bo przecież zaśpiewały razem już nie jedną pieśń. Zaśpiewaliśmy, właściwie, ponieważ wokół Uniwersytetu zgromadzona jest spora grupa przyjaciół. Pasjonatów życia.
- Co jeszcze robią razem kobiety? ...pracują, wspierają się, opiekują się nawzajem swoimi dziećmi, gotują, remontują, przenoszą placówki edukacyjne zachowując ciągłość nauki, śpiewają, płaczą...
Można wyliczać w nieskończoność... rozmyślałyśmy tak sennie, pijąc poranną kawę przy rozklekotanym stole, kiedy mój trzyletni synek co i rusz trącał go, rozlewając brunatny płyn z filiżanek. Szczytu sięgnęła Inka, która wskakując Monice na kolana (dziewczyna włączyła się w rytuał po prostu) włożyła łapę do filiżanki rozlewając kawę na świeżutko założone spodnie swojej pani.
-Puk, puk...-
-Proszę! Dzień dobry, tak..
Tylko uważaj na stół!
Cóż mogę jeszcze rzec. Wybrały niepewną drogę, trudną. Ale właściwą.
Tekst: Aleksandra Rózga











